niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział III -Pierwsza jazda

Wstałam dziś jak zwykle rano. Słońce jeszcze dobrze nie wyszło na niebo. Zeszłam na po schodach do kuchni i zjadłam o dziwo śniadanie. Teraz w sumie nie miałam po co wychodzić z domu, skoro nie było już go tam nie było... Lecz to co wczoraj mama powiedziała trzymało mnie na duchu. Była nadzieja! Przypomniawszy sobie to poszłam do rodziców do pokoju. Wzięłam karteczkę z numerem i zadzwoniłam.
-Przepraszam czy dodzwoniłam się do Stadniny?
-Tak-odpowiedziała jakaś kobieta.
-Na kiedy mogłabym się zapisać na jazdę? Najlepiej żeby było to jak najwcześniej.
-Hym... zależy od tego jak jeździsz, sprawdzimy na pierwszej jeździe twoje umiejętności. Pierwsza jazda jest darmowa.
-Aha, a kiedy by ona się odbyła?
-Dziś o dwunastej.
-Aha czyli za cztery godziny mam tam być?
-Tak.
-Dziękuję do widzenia!
-Do widzenia!
Odłożyłam telefon i pobiegłam przygotować rzeczy.
-Sztylpy, Sztyblety są. bryczesy mam na sobie...toczek!-myślałam głośno. Godzina dwunasta zbliżała się nie ubłagalnie.
-Dobra to ja już idę-powiedziałam do siebie jak "Gollum" i wyszłam na dwór. Rodzice wracali za około dwie godziny więc miałam dużo czasu. Stanęłam u płotów stadniny. Była to nie wielka stadnina. Na moje chore obliczenia było tam nie więcej niż piętnaście koni. Poszłam kogoś poszukać.
-Hallo?-zapytałam.
-O już jesteś!-powiedziała kobieta która rozmawiała ze mną przez telefon. -Umiesz siodłać konie?
-Tak umiem-powiedziałam.
-To dobrze osiodłasz Dekabrystę.
-Jasne.
-Siodlarnia jest zaraz po lewej-powiedziała. -Jak skończysz chodź z koniem na ujeżdżalnie.
-Ok.
Poszłam do siodlarni a potem szukałam boksu Dekabrysty.
-O tu cię mam!-powiedziałam jak ją znalazłam.
-Nowa?-zapytała jakaś dziewczyna za mną.
-Tak będę jeździć w tej stadninie od dziś-powiedziałam i zaczęłam siodłać konia.
-Aha...
-A ty od dawna tu jeździsz?
-Wiesz, stadnina jest nowa ale jeżdżę od początku jej istnienia.
-Dobrze jeździsz?
-Chyba tak...
-A będziesz ze mną na ujeżdżalni?
-Tak, będziemy tylko my dwie.
-Na kim będziesz jeździć?
-Na Monte Carlo, wałach fryzyjski.
-A Dekabrysta jakiej jest rasy, bo nie piszę.
-Dekabrysta to wielkopolski.
-O to fajnie jeszcze nigdy nie jeździłam na wielkopolskich koniach.
-A ja cięgle na nich jeżdżę, dziś jakaś zmiana bo na Monte Carlo mnie puścili.
Kiwnęłam głową.
-Dobra ja idę siodłać-powiedziała dziewczyna. -Tak w ogóle jestem Monika!-powiedziała.
-Ja to Emily!-krzyknęłam.
Osiodłałam Dekabrystę i wyprowadziłam ją na ujeżdżalnię.
-Dobrze Monika pierwsza potem ty, w ogóle jak masz na imię?-zapytała instruktorka.
-Emily!-krzyknęłam.
Jazda trwała dokładnie godzinę. Fajnie się jeździło na Dekabryście, było trochę galopu i w ogóle. Umówiłam się na następną jazdę na skoki, jazda miała się odbyć po jutrze o siedemnastej. Szybko wróciłam do domu i czekałam na rodziców... w końcu sprawa Justusa nie mogła czekać. Właściciel jego wracał dziś więc, mama pójdzie do niego zapytać się o sprzedaż. Byłam taka podekscytowana. Rodzice wrócili.
-Mamo idź to tego kolesia i zapytaj się o kupno Justusa! A tak w ogóle byłam dziś na koniach i umówiłam się na po jutrze!-powiedziałam od razu.
-To dobrze kochanie, do właściciela tego konia pójdziemy razem.
-Co?!
-Tak razem i pójdziemy jutro bo dopiero jutro zawita do tego kraju-powiedziała mama.
-A teraz umyj naczynia.
I jak zwykle naczynia, obiad i nudy! Tak zleciał cały dzień, w następny rodzice mieli wolny. Wstałam....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz