Dziś rano wstałam o szóstej rano, nic niespodziewanego się nie działo. Zeszłam wolnym, ale zdecydowanym, krokiem w dół. Nikogo nie było. Trudno było się dziwić rodzice byli w pracy. Wzięłam kurtkę i szybko wybiegłam. Podbiegłam do roweru.
-A dom!-przypomniałam sobie że muszę go zamknąć. Zamknęłam go i wsiadłam na rower. -Ok wszystko-pomyślałam na głos. Jechałam zapomnianą dróżką przez las. Zostałam rower w dole który nie dawno znalazłam, dalej już biegłam. Pomknęłam szybko lasem. Zmęczyłam się w połowie drogi i zaczęłam iść. Słońce wyszło już wysoko a ja szłam przez brzozowy zakątek, gdyż tak nazwałam ten obszar lasu. Prawie byłam, już miałam się rzucić w bieg, ale powstrzymałam się. Zapomniałam o strumyku, prawie do niego wpadłam. Przeskoczyłam go jednym ruchem i teraz już nic mnie nie powstrzymało, biegłam. Stanęłam na przeciw starej stajni. Tak tutaj właśnie był. A właśnie kto? Był to mój kochany wierzchowiec. Był to gniady koń. Nie wiem jakiej był rasy, nie wiedziałam o nim praktycznie nic. Z tabliczki można było odczytać tylko imię i wiek. Na imię miał Justus, lat miał natomiast sześć. Tylko on został w tej zapomnianej stadninie... z resztą nie wiem co się stało, dlaczego jest w tak odległym miejscu od cywilizacji... i żadnych pastwisk, tylko stajnia z czterema boksami. Nie wiedziałam też jakiej rasy był piękny ale nie przypominał żadnej z ras które widziałam. Był całkiem inaczej zbudowany, był też straszne wysoki. Wyglądał jak koń gorącokrwisty... ale jakiś taki inny. Chodziłam do niego już od dwóch miesięcy. Karmiłam go dawałam mu pić. Postanowiłam też tu posprzątać i zrobić padok. Zbierałam też na siodło i uzdę... na razie służył mi mój stary koc i sznurek, no ale cóż koń był bardzo spokojny i chętnie chodził pod "siodłem". Nikt tu nie chodził i dobrze. Trzeba by było zrobić most i wiele innych rzeczy! Ujeżdżalnie... i najważniejsze powiedzieć rodzicom. Na razie jednak nie przejmowałam się tym. Wsiadłam na Justusa i pomknęłam w góry. Gdyż za stajnią rozciągały się wielki zielone góry. Na Justusie jeździło się magicznie.... nie chciało się z niego zachodzić, już nigdy. Gdy od niego odchodziła zawsze czułam się okropnie zostawiając go tak samego. Zawsze bałam się że coś mu się stanie. Było już południe rodzice zaraz wracali z pracy. Zeszłam z Justusa i wprowadziłam go do boksu.
-Nie martw się jutro znowu przyjdę i zrobimy padok i może zaczniemy ujeżdżalnie-uśmiechnęłam ale byłam smutna że go opuszczałam. -No to pa Kasztan!-pożegnałam go i zamknęłam stajnie i zawiesiłam karteczkę zamknięte.
-Muszę też zrobić zamki na kluczę-mruczałam. W końcu tyle mówiłam że zrobię a jak na razie nic nie zrobiłam i to mnie dobijało. Wracałam już wolniej niż wcześniej. Wyciągnęłam rower z dołka i wróciłam do domu. Rozpadało się.
-Kochanie gdzie ty byłaś?-zapytała mnie mama.
-A nie ważne...-powiedziałam patrząc się przez okno.
-No dobrze skoro tak mówisz, dawno nie jeździłaś na koniach. Znudziło ci się?
-Nie!-krzyknęłam.
-Oh... to morze zapiszę cię na jazdę w tej nowej stadninie?-zapytała mama.
-A jest jakaś nowa stadnina?!
-Tak, mam nawet numer. To zapisać cię?
-Nom... jak chcesz...
-Tak czy nie?
-No tak!-powiedziałam myśląc że to oczywiste. -Mamo...
-Tak?
-Kupmy konia, przecież mamy stajnie...
-No mamy ale kto by się tym zajmował?
-Albo nie inaczej... muszę ci coś powiedzieć... bo ja we wiośnie znalazłam opuszczoną stajnie...
-Co?!
-Daj mi dokończyć i w niej jest koń, spokojnie jest bardzo spokojny... i tam nikt nie przychodzi tylko ja i ja na tym koniu tam jeżdżę... ale nie mamo on jest spokojny i
to bardzo spokojny!
-Nie wiem co ci mam powiedzieć... to jest obcy koń i on nie jest twój... a skoro nie ma właściciela albo ktoś go porzucił to jest to dziki koń, bądź koń państwa.
-To odkupmy!
-Ale czy tata by się zgodził na takiego konia?
-Przekonam go a ty się zgadzasz?
-Pogadaj z tatą i wtedy porozmawiamy.
-A pogadasz z panem Heńkiem, w końcu on może chyba coś zrobić z tym odkupieniem?
-Oh nie wiem! Pogadaj z tatą, w końcu już za tydzień twoje urodziny... myślałam o koniu... ale nie wiedziałam że nadal się interesujesz jazdą konną. Więc jak już tego
konia może kupimy to wypróbuje go właścicielka stadniny w której będzie mieszkał.
-Będzie mieszkał w stadninie?
-Jak może go kupimy to tak...
-Jeah! To ja idę do taty!
-Dobra już nie idź ja za nim pogadam ale skoro ten koń to był jego pomysł to chyba się zgodzi, tylko masz jeździć w toczku!
-Tak, tak wiem! Dziękuję wam!- rzuciłam się na szyję mamy.
-No i masz za co!
Poszłam do góry do siebie do pokoju, byłam taka podekscytowana jutrem że nie zmróżyłam oka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz